Strasznie, ale to strasznie was przepraszam za to, że nie było postów na blogu przez kilka dni. Ja sama nie wiedziałam, że tak wyjdzie. Po prostu mój Tata zrobił mi niespodziankę oraz...uwaga...Zrobił mi wycieczkę do Zakopanego! W pierwszy dzień koło 16:00 zdążyliśmy się rozpakować a później iść na krótki spacer do Kościeliska, czyli najpiękniejszych gór które widziałam w życiu. Były takie piękne, a zarazem majestatyczne, ponieważ mosty które pokazywały się co jakieś 0,5 kilometra były genialne. Nie umiem tego inaczej opisać. Niestety zaczęło się ściemniać i musieliśmy wracać, ponieważ te góry były częściowo w lesie, a ten las nie był pusty... (Springdrap nam wyskoczy xd) Oczywiście, standardowo śnił mi się koszmar z płaczącym martwym dzieckiem, lecz lepiej nie wchodźmy w szczegóły. Na następny dzień, wstaliśmy około 7:50 i udaliśmy się do Morskiego Oka pieszo. W dwie strony to jakieś 20 km, więc było dość trudno. Ale w końcu się udało i zobaczyliśmy to:
Wróciliśmy, ale niestety też zrobiła się późna godzina i musieliśmy iść spać (było koło 22:00 kiedy wróciliśmy.
W następny dzień byłam w termach, które też są genialne. Nie było jakoś bardzo dużo osób, więc ok.
Pływałam na świeżym powietrzu, trochę byłam w środku...Ogólnie fajnie.
Później musieliśmy wracać... wracaliśmy jakieś 8 godzin.
Przyjechałam do domu, godzina 22:00, standard. Poszłam spać, a tu szkoła. Oczywiście kartkówka z przyrody, a Pani od polaka pracę stylistyczną nam zrobiła... Super.
I teraz, po zajęciach dodatkowych siedzę przy komputerze i to piszę.
Jeżeli zdążę, napiszę jeszcze posta o MSP.
Julciak

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz